Wydawnictwo
Kliknij, aby przejść do Wydawnictwa

Prawie życiorys 1939-1956. W likwidacyjnym oddziale bojowym 993/W, batalionie

"Rom" Ryszard Bielański

Wydawnictwo: Oficyna Wydawnicza Mireki, 2015
Stron: 320
Dział:
ISBN/ISSN: 9788364452444

 

Autor: "Rom" Ryszard Bielański

Wydawnictwo: Oficyna Wydawnicza Mireki, 2015

Dział:

Stron: 320

ISBN/ISSN: 9788364452444

W ostatnich dniach lipca 1944 roku ponosiło nas. Jesteśmy jednak żołnierzami rozkazy i dyscyplina obowiązują. Dość przypadkowo spotkaliśmy się 25 lipca w cukierence na Solnej. Wczesne popołudnie. Obecni Naprawa Gil Clive Jur II Błękitny Rom i chyba dwóch jeszcze kolegów z plutonu. Fundujemy sobie po ciastku i omawiamy aktualności. W pewnym momencie Naprawa mówi Robimy szkopów. W czasie okupacji obowiązywał zakaz rozbrajania szkopów gdyż w trakcie takich operacji nie można było wykluczyć konieczności zastrzelenia pacjenta. Pociągało to za sobą z reguły represje niemieckie. Czyli skórka za wyprawkę. Pistolet zdobyty tą drogą kosztowałby zbyt drogo. Co innego broń zdobyta w akcji. Była wkalkulowana w koszty. Jeżeli Tadeusz Naprawa decyduje się na rozbrojenie szkopów to znaczy że rozkaz o rozbrojeniu został uchylony i to naprawdę ostatnie szkopskie dni. Uzbrojeni w pistolety są jedynie Tadeusz Naprawa i Rysiek Gil. Wychodzimy dwójkami. Naprawa ze mną Rysiek Gil ze Zbyszkiem Clivem Jurek Jur II z Błękitnym. Niedaleko na Solnej idzie naprzeciw nas dwóch unterofficerów Wehrmachtu. Naprawa mruknął Uwaga. Gdy nas minęli i znaleźli się przed drugą parą Tadeusz odwrócił się wyciągnął gnata i krzyknął Hnde hoch. Równocześnie Gil pokazał szkopom swojego visa. Odległość między parami my - szkopy rzędu czterech metrów. Podoficerowie niezdecydowanie podnieśli ręce do góry. Podskoczyłem do jednego z nich i ostro krzyknąłem Hnde hoch. Podniósł łapki jak należało. Zbyszek zręcznie wyłuskał mu z kabury parabelkę ja zapasowy magazynek. W trakcie tej naszej zabawy drugi szkop zaczął uciekać. Tadeusz prowadził go na muszce nie zdecydował się jednak na strzał. Drugiego dnia powstania wczesnym rankiem przyszedł por. Porawa Stefan Matuszczyk z pierwszym i trzecim plutonem. Trzeciego dnia pchor. Andrzejewski wyfasował mundury niemieckie tak zwane panterki i oto kompania prezentowała się tak jak powinna się prezentować. Kto zdobył polski orzełek przypinał go do czapki. Wszyscy nosiliśmy dla odróżnienia się od Niemców biało-czerwone opaski na ramieniu. Uzbrojenie kompanii stanowiły dwa ręczne karabiny maszynowe około dwadzieścia stenów i błyskawic kilkanaście pistoletów i tylko kilka karabinów. Lekceważone w okresie konspiracji karabiny okazały się bardzo przydatne w walkach ulicznych. Każdy z żołnierzy 993 W miał broń. Nie starczyło jej dla wszystkich ochotników. Mieli czekać na zdobyczną lub zrzutową. Błyskawice - rodzimej produkcji pistolety maszynowe wzorowane na stenach miały usterki wynikające prawdopodobnie z trudnych warunków produkcji. Do mojego magazynki wchodziły ciasno a wyjmowało się je we dwójkę to znaczy jeden ciągnął za pistolet drugi za magazynek. Do tego zadania został odkomenderowany młodociany ochotnik bez broni. W krótkim czasie nasi rusznikarze usunęli niedoróbki i wady produkcyjne i błyskawice działały nie gorzej niż steny.

fragmenty książki