Wydawnictwo
Kliknij, aby przejść do Wydawnictwa

Maciej Bogusz Zygmunt Stęczyński i jego galicyjskie peregrynacje.

red. Sebastian Dubiel

Wydawnictwo: Pod Karpatami, 2019
Stron: 375
Dział:
ISBN/ISSN: 9788395203398

 

Autor: red. Sebastian Dubiel

Wydawnictwo: Pod Karpatami, 2019

Dział:

Stron: 375

ISBN/ISSN: 9788395203398

P. Bogusz Zygmunt Stęczyński urodził się w Hermanowicach pod Dobromilem roku 1814. Pierwsze szkoły odbył w Krośnie, a wyższe w Przemyślu, zakończywszy dwuletnim pobytem w Tarnopolu; położył niemałe i nieporównane zasługi przez długoletnie, piesze podróże w celu zbierania rysunkami i opisami wszystkich pięknych okolic, pamiątek historycznych i drogocennych zabytków znakomitej przeszłości naszej; tak dalece się zajął swojem postanowieniem, że nie dbał na wszystkie niewygody, a nawet nieprzyjemności często doznawane po karczmach, gdy mu skromnie a nawet obrzydliwie posilić się lub nocować wypadło; często cierpiał głód lub mizernie zadawalniać się musiał w górach suchym plackiem owsianym lub na równinach czarnym, ościstym chlebem, często niechętnie podawanym od wieśniaków, już obłudą i przewrotnością podszeptywanych, chociaż pokazywał im pasport od c.k. władzy na ten cel udzielony; często odmawiano mu chwilowego, w czasie letnim nocnego pod dachem chałupy lub stodoły odpoczynku, chociaż był zmoczony i zziębnięty – musiał szukać schronienia pod drzewem lub mostem, daleka od ludzi! P. Stęczyński niezrażony żadnemi przeciwnościami zwiedził całą Galicyę; potem przeszedł Szlązk cały i takowy uczcił obszernym poematem, przeplatanym dumkami i śpiewami rozwalin zamków, skał i wodospadów, wzbogaconym rożnemi podaniami ludu, a na końcu licznemi i bardzo ważnemi objaśnieniami, jako dowodami, że ta rozległa kraina od najdawniejszych aż do naszych czasów posiada pierwotny lud polski. Ale dla nakładu wymagającego wielkich kosztów, dzieło to nie wyszło na widok publiczny. Przeszedł Karpaty od Szlązka i Czech aż do Bessarabii, zwiedził Węgry, a osobliwie urocze okolice Dunaju, jak zapewnia, niegdyś czysto słowiańskiej rzeki; podziwiał malownicze brzegi Cisy i Wagu, poznał Słowacyę, Serbię, Illiryę, Styryę, Sławonię, Krainę, Istryę, Kroacyę, Siedmiogrod, Wołoszczyznę i Dalmacyę sławną kaktusami, zwaliskami zamkow i wodospadem Kerki, należącej do najcelniejszych w Europie. Z Tryestu popłynął do Wenecyi. Po 14 dniach pobytu w tem morskiem mieście, sławnem z osobliwszego budownictwa, malarstwa a nawet z tajemnej inkwizycyi i tortur, ktore Marya Teresa, cesarzowa austriacka, w sem państwie na zawsze zniosła, zaspokoiwszy swoje życzenia, powrocił przez Wiedeń do rodzinnej Galicyi z obfitemi zbiorami, ciesząc się, że mogł o własnym koszcie zwiedzić tyle krajów przeważnie ludami słowiańskiemi pierwotnie i dotąd osiadłych, przez co właśnie dał niepospolity dowód swego poświęcenia się i wytrwałości tak dalece, że pod tym względem żadne z rodaków naszych jemu nie wyrównał!